Otóż (jak można zaczynać cokolwiek od "otóż"?! odpowiedź: no więc...) okazuje się, że czasem koło ratunkowe pewnym ideom spada z nieba niespodziewanie i przeżywają mimochodem...Tym razem nie spadło z góry, ale wyskoczyło z telefonu.
Już miałem wycofać się z paraspołecznego artykułu o wszechobecnym zabezpieczaniu się na życie (proszę, nie zabładźcie tylko na poletko antykoncepcji, nie tędy droga).
Moja komórka dzwoni. Nieznajomy numer telefonu. Stacjonarny. Odbieram.
"Halo?!"
"Dzień dobry, czy mogę rozmawiać z ...".
"Tak, przy telefonie."
"Nazywam się Iksigrek Zet i chciałam Pana ...blablabla...rozmowa nagrywana...bank taki śmaki..."